Basia na Monte do Gozo

„Moje wspomnienie z wolontariatu? Po pierwsze: cudowni ludzie! Po drugie: niesamowite miejsce! Po trzecie: RADOŚĆ DOSKONAŁA!

15 września dotarłam na Monte do Gozo. Nie ukrywam, że tuż przed wyjazdem wolontariat przestał być szczytem moich marzeń i po prostu mi się nie chciało. Zmęczenie po dwumiesięcznej pielgrzymce do Rzymu dawało się jeszcze we znaki. Na szczęście dzień po dniu słońce coraz bardziej wychodziło zza chmur, a ja odkrywałam piękno bycia wolontariuszką.

Ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu moimi współpracowniczkami okazały się dwie panie, które 2 lata temu przyjmowały mnie, kiedy przyszłam z Polski. Tak więc znałam już Teresę z Opola i Małgosię ze Szczecina. Współpraca układała nam się świetnie. Planu dnia nie będę pisać, zrobili to moi poprzednicy w ostatnim poście. Dodać tylko mogę, że na polskich Mszach w katedrze grałam na gitarze i mam nadzieję, że nie fałszowałam zbyt bardzo ;). A i szukałam chętnych do czytania i psalmu.

2

Rola wolontariusza jest dla nie niesamowitą sprawą. W końcu po kilku latach pielgrzymowania mogłam stanąć po drugiej strony, dać coś od siebie. Cieszyłam się każdą osobą, która przyszła do naszego albergue, każdą odbytą rozmową. Tej radości nie da się opisać, naprawdę! Ogromnym szokiem było spotkanie z kolegą, a następnie koleżankami ze studiów, oczywiście ja nie wiedziałam, że oni idą, oni byli zdziwieni dlaczego ja jestem na Monte, przecież ostatnio szłam do Rzymu.

3

Straż w recepcji w moim wydaniu czasami powalała z nóg, oczywiście ze śmiechu :D. Pewnego dnia przyszły do nas 3 Hiszpanki, w moim wydaniu wyruszyły z ?Lanzarote?(wyspa), a mieszkają w ?Perez? (nazwisko). Na dowodzie hiszpańskim piszą zbyt dużo informacji, a po hiszpańsku nie do końca się dogaduję :D.

click here

Pierwszy tydzień na Monte upłynął w ponurej, deszczowej aurze, natomiast w drugim słońce nas rozpieszczało. Nie obyło się bez meczów piłki nożnej z pielgrzymami, a w dodatku zdarzyło mi się grać na stadionie z Hiszpanami i strzelić gola :). Całe szczęście, gdyż był to warunek spania w domu, bez gola miałam spać na wycieraczce :D. Honor Monte do Gozo został obroniony! Jednego dnia Padre Roman zabrał nas na Finisterre, mieliśmy okazję pozachwycać się zachodem słońca. Jestem mu mega wdzięczna, że razem z Sofi i Luci mogłam uczestniczyć w spotkaniach modlitewnych duszpasterstwa akademickiego w Santiago. A także wziąć udział w akcji ewangelizacyjnej w Pontevedrze.
Dzięki tym wydarzeniom mogłam zobaczyć Hiszpanię od strony życia codziennego i zakochać się w niej.

Z serca dziękuję wszystkim i każdemu z osobna za to, że byli i ubogacali mnie sobą!
Pielgrzymom, szczególnie Asi, Natalii, Kindze, Agacie, Kamilowi, Magdzie, Łukaszowi, Idze, Karolinie, dziewczynom z Krakowa i tym których niestety imion nie pamiętam..
Cioci Teresie, Małgosi, że ze mną wytrzymały! Padre Romanowi i Alfonso, Cioci Jasi, Sofi, Luci, Angeles i wszystkim, wszystkim!

Podsumowując! Nie zamieniłabym czasu wolontariatu na nic innego w świecie i wiem, że na pewno tam wrócę. A Was bardzo zachęcam do przeżycia wolontariatu na Monte do Gozo!

Jesteście mega! A Bóg jest Wielki!

Basia Pawluk”