Niespełna trzy tygodnie, które spędziłam jako wolontariuszka na Monte do Gozo, były pięknym i niezapomnianym doświadczeniem. W czasie mojego pobytu miałam okazję poznać wiele niezwykłych osób, wymienić się z nimi doświadczeniami, wysłuchać ich historii
i zwierzeń, pośmiać się, pośpiewać. Wielu z nich nie zapomnę i na pewno będę się zastanawiać, jak potoczyły się ich losy… czy Antonio odnalazł swoje Camino? czy Heidi bez problemów dotarła do Finisterry i Muxíi? czy Miłka szczęśliwie wróciła do domu? gdzie teraz jest sympatyczny Brazylijczyk? Gdziekolwiek by nie byli, jestem z nimi myślami
i wszystkim po cichu życzę Buen Camino.
Pierwszych dziesięć dni na Monte do Gozo charakteryzowała dość kapryśna pogoda i nieliczni pielgrzymi. Często pod koniec dnia zjawiały się tylko 2-3 osoby, nierzadko zagubione
i zmęczone, przemoczone i przewiane. Najczęściej zaglądali do albergue Polacy
i Hiszpanie, a z czasem międzynarodowe towarzystwo zaczęło się powiększać. Po 10. maja statystyki zaczęły nam się poprawiać i zarówno w schronisku, jak i prywatnych pokojach było coraz więcej osób – przedstawicieli różnych państw (Włoch, Francji, Portugalii, Niemiec, Finlandii, Anglii) i kontynentów (m.in. Azji i Ameryki Południowej), ludzi młodych i starszych, tych idących pieszo i jadących na rowerach. Niektórzy z nich chętnie zostawali na kilka nocy, za dnia zwiedzając Santiago, a wieczorami odpoczywając z dala od zgiełku miasta przy akompaniamencie cykad.
Pielgrzymi chętnie spędzali czas na rozmowach ze mną, czasami zapraszając na szklaneczkę wina i udział we wspólnej kolacji. Często pytali się także o różne informacje praktyczne – gdzie w Santiago znajduje się biuro pielgrzyma, jakim autobusem dojechać na Monte do Gozo, gdzie jest stacja autobusowa, gdzie można coś zjeść (cafetería w Centro de Peregrinación jeszcze nie działała), ile kilometrów zostało do Finisterry, itp. Dzięki swoistej wieży Babel na Monte do Gozo można było sprawdzić się w językach obcych i poćwiczyć z rodzimymi użytkownikami. Czasami prowadziło to także do zabawnych przejęzyczeń, na przykład, kiedy słowa estufa
i enchufa się mylą, a burro dla Hiszpana i Włocha oznacza dwie diametralnie różne rzeczy.
W wolnych chwilach udało mi się także kilkakrotnie odwiedzić Santiago – ponownie zgubić się w labiryncie wąskich uliczek, zobaczyć w Katedrze rozkołysane botafumeiro, spotkać na Praza do Obradoiro, Praza da Quintana i Praza de Cervantes pielgrzymów, którzy nocowali wcześniej w albergue, spacerować zielonymi alejkami Alamedy, napić się gorącej czekolady
w lokalnych kawiarenkach i spotkać ze znajomymi.
Mam nadzieję, że za jakiś czas ponownie wrócę do tego cudnego zakątka Hiszpanii…
Marta
P.S.
Za rodzinną atmosferę i mile spędzony czas gorąco dziękuję o. Romanowi, Ani, Ángeles
i o. Alfonso. Podziękowania również dla mojej następczyni, Agnieszki, za uśmiech i udaną współpracę.
Zobacz też :
Podobnie jak w roku 2010, Stowarzyszenie "Przyjaciele Dróg Świętego Jakuba w Polsce" organizuje wolontariat caminowi ...
Witajcie Przyjaciele Camino! W dniach 15.05- 31.05.2011 roku miałam szczęście i radość być wolontariuszką w Centro ...
Witajcie serdecznie o bardzo długiej przerwie. Żałuję, że nie pojawia się tu wiele informacji, dlatego zanim przejdę ...
Witajcie na nowej stronie "Polskiego albergue". Wkrótce zapełnimy ją informacjami dla pielgrzymów i wolontariuszy. ...






























